Pierwszy rozdział dedykuję Marysi :) Zdrowiej! :D
~~Angela~~
Obudziłam się później, niż postanowiłam. Trzeba podziękować mojemu bratu, który szedł tego dnia do pracy i wymyślił, że jeśli on wstaje, to ja i mama też. Takie życie, w pokoju ze starszym bratem.
- Kurde, jest piąta rano, musisz być tak głośno? - w moim głosie była charakterystyczna chrypa. Chyba go dzisiaj zabiję.
- Oj wybacz, siostro moja najukochańsza, ale to był wypadek - żartuje sobie ze wszystkiego.
- Powiedz to mamie, która wycieńczona wróciła wieczorem z pracy i miała nadzieję na dłuższy sen.
- Dobra, przestań już.
Ktoś tutaj nie znosi krytyki. Jęknęłam głośno w poduszkę i wtuliłam w nią twarz.
Chwile potem na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przypomniało mi się, że dzisiaj idę z Karin na próbę. To już dzisiaj nagrywamy nasz duet. Nie mogę się doczekać.
Z nudów wzięłam do reki telefon, by odblokować go i po prostu popatrzeć na tapetę, na której był Tom Kaulitz. Obiecałam Karin, że nie będę odblokowywać telefonu, żeby tylko na niego popatrzeć, ale tak już jest. Tom jest zbyt idealny.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon, to Karin dzwoniła. Co ona mogła mieć mi do powiedzenia o takiej godzinie?
- Halo?
- Hej, laska, pamiętasz, o której idziemy? - zapytała całkowicie wyspanym głosem. Mimo czteroletniej przyjaźni jeszcze nie rozgryzłam jej do końca.
- Tak, o dwunastej. Spoko, pamiętam.
- No bo ja właśnie w tej sprawie. Idziemy o jedenastej, bo na czternastą mam być w domu.
- Dlaczego o czternastej?
- Jadę z siostrą na zakupy. Będę mieć kurtkę z tym napisem "Rebels", o której tyle ci mówiłam!
- Serio? To super! Krzyczysz, wiec jesteś sama w domu, zgadza się?
- Tak, zgadza. Rodzice w pracy, a Monika nocowała u chłopaka, więc od czwartej sama. A jako że mnie obudzili wychodząc, tak już nie śpię od godziny.
- Chwila, to Monika ma prawo jazdy, ze jedziecie o czternastej?
- Nie, jedziemy jeszcze z jej Dominikiem. On ma prawko, ale tak się ciesze, bo to on wpadł na ten pomysł, żeby pojechać po ta kurtkę i to on ją namówił.
- Wow, no to musisz mu podziękować.
- No podziękowałam, ba
- Angela, z kim ty gadasz? - zapytała z drugiego pokoju mama.
- Z Karin, zaraz kończymy.
- To może byście się ubrały i poszły do sklepu, bo nic na obiad nie ma?
- Ej, pójdziesz ze mną do sklepu? - powiedziałam ściągając z siebie kołdrę.
- No dobra, idę się w takim razie ubrać, bo siedzę na balkonie w piżamie i bawię się z kotem, który wdrapał się jakimś cudem po rynnie.
- Okej, ja tez, spotkamy się za pół godziny przy kiosku Klausa.
- Jasne, do zobaczenia! - powiedziała i przeklnęła na kota.
- Cześć - zaśmiałam się i rozłączyłam.
Na gorze piętrowego łóżka podniosłam się do zgarbionej pozycji siedzącej, bo gdybym się wyprostowała, nieźle przywaliłabym głową w sufit.
Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam ubrania na dzisiaj. W łazience przebrałam się w zwężane dresy i białą bokserkę. Nie będę mówić, co miałam na śniadanie, bo uznałam to za kompletnie niepotrzebne.
Przywitałam się z mamą i zabrałam się do przygotowania dla nas śniadania. Później założyłam nie markowej firmy trampki, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu.
Przy kiosku naszego sąsiada Klausa spotkałam Karin, która rozmawiała przez okienko z właścicielem, który rozpakowywał towar.
- A w jakiej cenie masz te perfumy Beyoncé? - zapytała oglądając wystawę perfum. Pewnie myślała nad prezentem dla kuzynki, której urodziny się zbliżały.
- Po nie dowiesz się, bo już idziemy - powiedziałam wrednie, na co ona się odkręciła.
- O, hej - przywitała mnie uśmiechem i ponownie zwróciła do Klausa. - Powiesz mi kiedy indziej, okej?
- Jasne, do zobaczenia i cześć, Angie - rzucił milo i wrócił do rozpakowywania młodzieżowych gazet.
- Hej, w "Bravo" po raz pierwszy od niepamiętnych czasów napisali o Kaulitz'ach, no nie mogę!
- Chcesz ten numer, prawda? - zapytał przekonany w stu procentach Klaus Majer.
- No ba. Jeszcze pytasz.
- (jakaś tam cena) się należy. - (od aut.: nie miałam czasu na sprawdzanie cen)
Dała wyliczone pieniądze i wzięła wczoraj wydany numer "Bravo". Pożegnała się z nim i poszłyśmy do sklepu.
W drodze moja przyjaciółka czytała "kolorowe pisemko dla pustych dziewczyn". To moje zdanie. Jej oczywiście nie uważam za taka, bo głównie kupuje "Bravo" z nudów. Ale teraz, gdy na okładce zobaczyła Billa Kaulitz'a w długich blond włosach i Toma w ubraniach jego rozmiaru, musiała to kupić. Karin jest Alien, wielką fanką, ja po prostu zwykłą fanka.
Doszłyśmy do sklepu, który prowadziła mama naszego kolegi z klasy Andreasa. Kupiłam wszystko, czego potrzebowałyśmy z mamą na obiad i rozpoczęłyśmy drogę powrotną.
- Ej, może zostaniesz u nas? W domu jesteś sama, ja nie mam co robić, a tak to chociaż nie będziemy się nudzić. Co ty na to?
- Spoko, w domu nie będę robić nic innego, jak siedzenie przed telefonem na Facebooku albo na siedzeniu z nie moim kotem, wiec może być. - odpowiedziała.
Poszłyśmy w stronę mojego mieszkania. Mama już pewnie chodzi ubrana i ogarnięta. Wdrapałyśmy się na czwarte piętro. Weszłyśmy do mieszkania, mama chodziła już doprowadzona do porządku. Przywitałyśmy się o poszłyśmy do pokoju mojego i Andiego. Karin od razu weszła na górne łóżko naszej piętrówki i wyjęła z kieszeni spodni telefon.
- Co robisz?
- Pisze do Moniki, że jak wróci i mnie nie będzie to jestem u ciebie.
- Prawidłowo. No nie...
- Co? - zdziwiła się. - Albert ciągle do ciebie pisze?
- A żebyś wiedziała. Ale to już przesada
~~Angela~~
Obudziłam się później, niż postanowiłam. Trzeba podziękować mojemu bratu, który szedł tego dnia do pracy i wymyślił, że jeśli on wstaje, to ja i mama też. Takie życie, w pokoju ze starszym bratem.
- Kurde, jest piąta rano, musisz być tak głośno? - w moim głosie była charakterystyczna chrypa. Chyba go dzisiaj zabiję.
- Oj wybacz, siostro moja najukochańsza, ale to był wypadek - żartuje sobie ze wszystkiego.
- Powiedz to mamie, która wycieńczona wróciła wieczorem z pracy i miała nadzieję na dłuższy sen.
- Dobra, przestań już.
Ktoś tutaj nie znosi krytyki. Jęknęłam głośno w poduszkę i wtuliłam w nią twarz.
Chwile potem na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przypomniało mi się, że dzisiaj idę z Karin na próbę. To już dzisiaj nagrywamy nasz duet. Nie mogę się doczekać.
Z nudów wzięłam do reki telefon, by odblokować go i po prostu popatrzeć na tapetę, na której był Tom Kaulitz. Obiecałam Karin, że nie będę odblokowywać telefonu, żeby tylko na niego popatrzeć, ale tak już jest. Tom jest zbyt idealny.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon, to Karin dzwoniła. Co ona mogła mieć mi do powiedzenia o takiej godzinie?
- Halo?
- Hej, laska, pamiętasz, o której idziemy? - zapytała całkowicie wyspanym głosem. Mimo czteroletniej przyjaźni jeszcze nie rozgryzłam jej do końca.
- Tak, o dwunastej. Spoko, pamiętam.
- No bo ja właśnie w tej sprawie. Idziemy o jedenastej, bo na czternastą mam być w domu.
- Dlaczego o czternastej?
- Jadę z siostrą na zakupy. Będę mieć kurtkę z tym napisem "Rebels", o której tyle ci mówiłam!
- Serio? To super! Krzyczysz, wiec jesteś sama w domu, zgadza się?
- Tak, zgadza. Rodzice w pracy, a Monika nocowała u chłopaka, więc od czwartej sama. A jako że mnie obudzili wychodząc, tak już nie śpię od godziny.
- Chwila, to Monika ma prawo jazdy, ze jedziecie o czternastej?
- Nie, jedziemy jeszcze z jej Dominikiem. On ma prawko, ale tak się ciesze, bo to on wpadł na ten pomysł, żeby pojechać po ta kurtkę i to on ją namówił.
- Wow, no to musisz mu podziękować.
- No podziękowałam, ba
- Angela, z kim ty gadasz? - zapytała z drugiego pokoju mama.
- Z Karin, zaraz kończymy.
- To może byście się ubrały i poszły do sklepu, bo nic na obiad nie ma?
- Ej, pójdziesz ze mną do sklepu? - powiedziałam ściągając z siebie kołdrę.
- No dobra, idę się w takim razie ubrać, bo siedzę na balkonie w piżamie i bawię się z kotem, który wdrapał się jakimś cudem po rynnie.
- Okej, ja tez, spotkamy się za pół godziny przy kiosku Klausa.
- Jasne, do zobaczenia! - powiedziała i przeklnęła na kota.
- Cześć - zaśmiałam się i rozłączyłam.
Na gorze piętrowego łóżka podniosłam się do zgarbionej pozycji siedzącej, bo gdybym się wyprostowała, nieźle przywaliłabym głową w sufit.
Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam ubrania na dzisiaj. W łazience przebrałam się w zwężane dresy i białą bokserkę. Nie będę mówić, co miałam na śniadanie, bo uznałam to za kompletnie niepotrzebne.
Przywitałam się z mamą i zabrałam się do przygotowania dla nas śniadania. Później założyłam nie markowej firmy trampki, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu.
Przy kiosku naszego sąsiada Klausa spotkałam Karin, która rozmawiała przez okienko z właścicielem, który rozpakowywał towar.
- A w jakiej cenie masz te perfumy Beyoncé? - zapytała oglądając wystawę perfum. Pewnie myślała nad prezentem dla kuzynki, której urodziny się zbliżały.
- Po nie dowiesz się, bo już idziemy - powiedziałam wrednie, na co ona się odkręciła.
- O, hej - przywitała mnie uśmiechem i ponownie zwróciła do Klausa. - Powiesz mi kiedy indziej, okej?
- Jasne, do zobaczenia i cześć, Angie - rzucił milo i wrócił do rozpakowywania młodzieżowych gazet.
- Hej, w "Bravo" po raz pierwszy od niepamiętnych czasów napisali o Kaulitz'ach, no nie mogę!
- Chcesz ten numer, prawda? - zapytał przekonany w stu procentach Klaus Majer.
- No ba. Jeszcze pytasz.
- (jakaś tam cena) się należy. - (od aut.: nie miałam czasu na sprawdzanie cen)
Dała wyliczone pieniądze i wzięła wczoraj wydany numer "Bravo". Pożegnała się z nim i poszłyśmy do sklepu.
W drodze moja przyjaciółka czytała "kolorowe pisemko dla pustych dziewczyn". To moje zdanie. Jej oczywiście nie uważam za taka, bo głównie kupuje "Bravo" z nudów. Ale teraz, gdy na okładce zobaczyła Billa Kaulitz'a w długich blond włosach i Toma w ubraniach jego rozmiaru, musiała to kupić. Karin jest Alien, wielką fanką, ja po prostu zwykłą fanka.
Doszłyśmy do sklepu, który prowadziła mama naszego kolegi z klasy Andreasa. Kupiłam wszystko, czego potrzebowałyśmy z mamą na obiad i rozpoczęłyśmy drogę powrotną.
- Ej, może zostaniesz u nas? W domu jesteś sama, ja nie mam co robić, a tak to chociaż nie będziemy się nudzić. Co ty na to?
- Spoko, w domu nie będę robić nic innego, jak siedzenie przed telefonem na Facebooku albo na siedzeniu z nie moim kotem, wiec może być. - odpowiedziała.
Poszłyśmy w stronę mojego mieszkania. Mama już pewnie chodzi ubrana i ogarnięta. Wdrapałyśmy się na czwarte piętro. Weszłyśmy do mieszkania, mama chodziła już doprowadzona do porządku. Przywitałyśmy się o poszłyśmy do pokoju mojego i Andiego. Karin od razu weszła na górne łóżko naszej piętrówki i wyjęła z kieszeni spodni telefon.
- Co robisz?
- Pisze do Moniki, że jak wróci i mnie nie będzie to jestem u ciebie.
- Prawidłowo. No nie...
- Co? - zdziwiła się. - Albert ciągle do ciebie pisze?
- A żebyś wiedziała. Ale to już przesada